| |
| |
W 1976 cały świat zafascynował się walką żółtodzioba Rockyego Balboa z Apollo Creedem. Nakręcony za milion dolarów film zdobył 3 Oscary i serca widzów. Bokser z Filadelfii stał się bohaterem na tyle wielkim, by przez 20 lat nakręcić o nim aż 6 filmów. Ten jest ostatni.
|
|
|
|
|
|
Apollo
Creed, Clubber Lang, Ivan Drago, teraz niezwyciężony Mason "The Line" Dixon reprezentuje siłę na ringu. I udowadnia to ostro, traktując największych twardzieli jak sparingpartnerów. Rolę Dixona gra prawdziwy bokser, Antonio Tarver, nie jakiś podrzędny Saleta. Publiczność ma dość jego nieustających zwycięstw i, szukając nawet po zabitych dziurach w Utah, nie znajdzie się nikt, kto przeszkodzi mu w hurtowym nokautowaniu przeciwników, nie mówiąc już nawet o zwyciężaniu. Czy na pewno? A może gdzieś znajdzie się jakiś kierownik małej knajpki, który skończy wreszcie z serwowaniem kotletów oraz historyjkami dla klientów i przypomni sobie wreszcie do czego służy treningowa gruszka i sztanga! Tak Rocky, Mason Dixon na ciebie czeka.
Ale na wołanie nie odpowiada Rocky, którego znamy. Zdziadział, i bardziej nadaje się teraz do pisania pamiętników, niż do walki. Przez większą część filmu snuje wspomnienia, prostą angielszczyzną wygłasza przemówienia i tworzy frazy o przemijaniu - mógłby napisać książkę, gdyby tylko pamiętał, co jest po "M" w alfabecie.
Do braków intelektualnych nie możemy mieć jednak pretensji. Rocky Balboa dzielnie dostarczał nam czystej rozrywki przez pięć pełnometrażowych filmów, wszystkie ciosy przyjmując w swoim stylu - na głowę. Odbija się to na odgrywanej przez Stallone'a roli - Rocky jest "czułym barbarzyńcą" operującym prostymi słowami, z połamanym łukiem brwiowym, z wielką posturą i wielkim sercem, ale też ze wspomnieniami. To nie jest już film o walce, to rzewna produkcja, która potwierdza filozoficzne wszystko płynie. Niczym Franciszek Smuda do Widzewa, Rocky wraca do wielkiego boksu, mimo że zmieniło się wszystko wokół. Zmienili się ludzie- Paulie, Spider, Marie z sąsiedztwa, zmieniło się nastawienie do dwukrotnego mistrza z Filadelfii, którego zaczepiają w barach drobni alfonsi. A najsmutniejsza zmiana to brak pomnika na samym szczycie schodów. Nie twierdzę, że go nie ma w ogóle, ale nie udostępnienie go widzowi ku pokrzepieniu serc, żeby widział, że Rocky jednak się podnosi i wraca do dawnej formy, przygnębia i w pewien sposób nastawia na zakończenie filmu.
|
|
|
| |
|
|
|
|
Zwróciliście może uwagę, że praktycznie wszystkie zdjęcia przedstawiają Rockyego w centrum? Mój wybór ujęć nie jest przypadkowy - ta część jak żadna poprzednia pokazuje walkę z samym sobą, słabościami i "nobliwym" wiekiem. Nie jest to jednak przykład, który każdy może brać do siebie, nadinterpretować i naginać przesłanie na potrzeby własnego życiorysu. Pokazana jest walka tego konkretnego człowieka, dwukrotnego mistrza świata z Florydy. Szary sześćdziesięciolatek nie powinien identyfikować się z filmowym bohaterem. Wiem, że przeciętny emeryt też na co dzień stacza walki, chociażby o miejsce siedzące w tramwaju, ale tu jak w carskiej Rosji, obowiązuje tabela rang. To Rocky'ego mamy gloryfikować i do tego zachęca nas konstrukcja filmu. A ja nie mam nic przeciwko.
Czy możemy pozwolić Rocky'emu na taki
film? Z samego szacunku dla historii, którą
stworzył poprzednimi produkcjami powinniśmy
obejrzeć najnowszą część sagi o pięściarzu
z Filadelfii. Nie słuchajcie trailerów,
to już nie jest film o walce. To co
zobaczyliście w zapowiedzi, to kompilacja
wszystkich dynamicznych scen w "Rockym
Balboa". Ale to nieważne, z samego
szacunku dla 20 lat rozrywki należy pójść
na tę ostatnią rundę i w ten sposób złożyć
hołd fikcyjnemu bohaterowi.
| Informacje o filmie |
| |
Tytuł: Rocky Baloa (w USA "Rocky VI")
Reżyser: Sylvester Stallone
Czas trwania: 102 minuty
Obsada:
Sylvester Stallone- Rocky Balboa
Burt Young- Paulie
Antonio Tarver- Mason 'The Line' Dixon
Milo Ventimiglia- Rocky Jr.
Geraldine Hughes- Marie
James Francis Kelly III- Steps
Tony Burton- Duke |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|