| |
| |
Mamy drugą połowę stycznia i o dziwo spadł śnieg. Wszyscy trąbili od tym od dawna i było to do przewidzenia. Zdziwiły się tylko służby drogowe, które nie zdążyły się przygotować i całe miasto oraz główne drogi, nie wspominając o tych mniej uczęszczanych były sparaliżowane. Wszyscy podnieśli rumor, że należy odśnieżać na czas bo wiadomo, że skoro jest styczeń to spadnie śnieg.
|
|
|
|
|
|
Zaczęły padać pytania, dlaczego w innych europejskich krajach zima nie zaskakuje drogowców a u nas zawsze. Ludzie stojący na przystankach narzekali, że autobusy nie przyjeżdżają, kierowcy, że jest ślisko i niebezpiecznie. Ale czy faktycznie wszyscy byli niemiło "zaskoczeni" śniegiem w styczniu? Otóż nie. Jest taka grupa ludzi, a ściślej rzecz biorąc kierowców, którzy od dawna i z utęsknieniem czekali aż ulice staną się mało przejezdne a place przy supermarketach pokryją się warstwą pięknego białego śniegu. Dlaczego tak czekali na ten śnieg? Po to by się wreszcie poślizgać. Musze przyznać, że sam należę do wcześniej wspomnianej grupy. Ja i wielu mi podobnych uwielbiam puste parkingi i place, gdzie można do woli driftować. Sama idea driftu bardzo mi się podoba, jest widowiskowa i daje ogromne pole do popisu utalentowanym zawodnikom. Jednak by startować w zawodach, potrzeba odpowiednio przygotowanego samochodu i sporych nakładów finansowych, na to ja i pewnie znaczna większość młodych kierowców nie jest sobie w stanie pozwolić. Sytuacja się zmienia gdy pojawia się śnieg. W jednej chwili ze zwykłych kierowców ludzie zmieniają się w czołowych zawodnikó2 D1, lub bohaterów filmu "Tokyo Drift". Można do woli i bezpiecznie się poślizgać - nie zdzieramy opon, nie zagrażamy nikomu i doskonale się bawimy! O to właśnie chodzi o zabawę - bo czy nie ma nic przyjemniejszego od "rzucenia ładnego boka ku uciesze oka" (jak to śpiewał jeden z pilotów podczas zeszłorocznej Barbórki)? To takie miłe uczucie gdy mamy do dyspozycji pokaźną ilość metrów kwadratowych, weźmiemy rozpęd i suniemy bokiem ku radości współpasażerów (a najlepiej współpasażerki), lub robimy podwójnego altonena.
Za ślizganiem po oblodzonych placach idzie coś jeszcze. Może się to wydać dziwne i niezrozumiałe przez innych, ale ślizganie podnosi nasze umiejętności. Tylko w kontrolowanych warunkach możemy sprawdzić różne scenariusze poślizgu. Zrozumieć co się dzieje gdy podczas poślizgu wciśniemy hamulec, lub gdy za późno skontrujemy. Tu na ośnieżonym placu mamy możliwość popełniania dowolnej liczby błędów, bez strachu, że rozbijemy samochód i co najważniejsze, że zrobimy komuś krzywdę. Możemy się nauczyć zachowania naszego samochodu podczas niesprzyjających warunków.
|
|
|
| |
|
|
|
|
Jest jeszcze jedna kwestia. Gdy wyszalejemy się na placu to będziemy ostrożniej jechać w normalnym ruchu. Biorąc pod uwagę, że gdy śnieg znów zacznie padać i jak zwykle zaskoczy drogowców nabyte drogą zabawy odruchy i umiejętności mogą nam uratować życie, zdrowie i oszczędzić masę kłopotów. Tak więc nie czekajcie długo i jedźcie się pobawić na pustych placach. Tylko pamiętajcie, żeby wcześniej sprawdzić czy na tym placu nie ma wystających krawężników i pozostawionych wózków sklepowych, bo zabawa może się skończyć płaczem. Mam nadzieję i życzę wam, że zdobytych tą drogą umiejętności nie będzie zmuszeni wykorzystywać i nie napotkacie sytuacji gdy trzeba będzie iść bokiem omijając inne jadące samochody i drzewa. |
|
|
|
|
|
| |
|
|