| |
| |
Niektórych kręci jazda po prostej i niesamowite przyspieszenie. Inni natomiast wolą dla urozmaicenia śmigać po zakrętach. Są też tacy, którzy za jedyną słuszną nawierzchnię uznają błoto, piach i szuter. Ale nie możemy zapomnieć o tych, którzy na każdej nawierzchni i w każdych warunkach preferują jazdę... bokiem :-).
|
|
|
|
|
|
O driftingu pisze (i mówi) się coraz więcej. Mam nadzieję, że ten krótki artykuł rozwieje niektóre wątpliwości i naświetli trochę to zjawisko, jakim jest jazda poślizgiem. Na wstępie chciałbym też zaznaczyć, że drifting w Polsce od jakiegoś czasu jest już obecny jako dyscyplina sportu (oficjalne pierwsze zawody "GT Drifting Cup" odbyły się w 2005 roku). Natomiast dla niektórych jest to pewnie coś nowego - mam tu na myśli grupę potencjalnych przyszłych fanów driftingu, którzy z tym określeniem spotkali się niedawno, przy okazji premiery kolejnej części cyklu "Szybcy i Wściekli".
Tak jak pisałem wcześniej, i jak zapewne większość z Was wie, drifting to określenie widowiskowej jazdy kontrolowanymi poślizgami. Najpopularniejsze w tej "dyscyplinie" są niewątpliwie auta z napędem na tylną oś. Poślizgi w wykonaniu "tylnonapędowców" są najładniejsze i najefektowniejsze. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by ślizgać się też innymi autami - na przykład z napędem AWD. Japończycy (przyjmuje się, że drifting ma swoje korzenie właśnie w Japonii) pokazali też, że da się driftować autami z napędem na przednią oś - ja osobiście uważam, że to trochę pozbawione sensu... ale to jest możliwe. Jakiego sprzętu potrzeba, żeby "polatać bokami"? Na pewno najlepiej poszukać auta z napędem RWD (tylnonapędowego). Bardzo popularne są tutaj wszelkiego rodzaju BMW, Nissany (Silvia, 200SX) czy kultowa Toyota Corolla AE86. Auto takie z pewnością musi mieć stosunkowo mocny silnik (duży moment obrotowy dostępny od dolnych obrotów też ma tutaj znaczenie). Do treningu (a umiejętności odgrywają tutaj największą rolę) wystarczy auto w stylu Fiat 125p lub nawet Polonez! Całą filozofię jazdy w kontrolowanym poślizgu można poznać chociażby zimą, przy prędkościach rzędu 30-40 km/h. Wtedy kilkadziesiąt koni z polonezowego silnika wystarczy w zupełności, by dobrze się bawić. Tutaj warto także zauważyć, że umiejętność prowadzenia auta w poślizgu przydaje się także na co dzień. Kierowca oswojony z tym, że tylne koła mogą stracić przyczepność, wie, jak się wtedy zachować. Jednak do ślizgania się po suchym asfalcie z większymi prędkościami potrzeba już więcej mocy i nie tylko tego. Podczas jazdy w poślizgu, cały układ napędowy i karoseria jest mocno obciążona. Dlatego, jeśli ktoś bawi się w to starym autem, warto usztywnić karoserię - różnego rodzaju rozpórki, obspawanie karoserii czy nawet klatka bezpieczeństwa, z pewnością się przydadzą. Podczas driftingu pewne elementy zużywają się zdecydowanie szybciej niż podczas normalnej jazdy... chociażby opony. Tylne opony starczają najczęściej na kilka treningów. Dlatego nie warto w nie inwestować, tylko po prostu zakładać, co się ma pod ręką - można także kombinować. Jeśli założymy opony mniejsze i węższe, to łatwiej będzie zerwać przyczepność tylnych kół - to chyba logiczne. Bardzo "obrywa się" także tylnemu dyfrencjałowi. Większość aut do driftingu ma w 100% zablokowany tylny most (szpera). W takim wypadku moment obrotowy jest przekazywany równomiernie na oba koła, niezależnie od sytuacji. Elektroszpery do aut typu BMW są drogie, ale maniacy jeżdżący Fiatami 125p czy też Ladami, po prostu spawają dyfrencjał na stałe. Z technikami driftingu i innymi sprawami można się zapoznać na polskiej stronie o driftingu - www.drifting.pl. Tam można także przeczytać o polskim "guru" tego sportu - Macieju Polodym, którego właściwie chyba przedstawiać nie trzeba.
Drifting uznawany jest za dyscyplinę sportową. Według mnie to dość kontrowersyjne, ponieważ mamy tutaj trochę nietypowe zjawisko. |
|
|
| |
|
|
|
|
Przykładowo, na rajdzie czy też w wyścigach płaskich nie ma problemów z klasyfikacją zawodników - można to robić chociażby dzięki pomiarowi czasu. A co można zmierzyć w driftingu? Właściwie można - prędkość pokonania zakrętu i kąt odchylenia auta. Tylko jak? W polskich zawodach sędziowie oceniają po prostu widowiskowość przejazdu - trochę to nieobiektywne.
Być może niedługo powstaną systemy działające na przykład na zasadzie pomiaru przeciążeń, które będą mogły zapewnić rywalizującym równe szanse. Na świecie zawodów driftingowych jest coraz więcej: D1 GP (USA) czy też zawody przeprowadzone w ramach King Of Europe. W sieci roi się teraz od filmów, relacji itp. Wystarczy poszukać, a na pewno znajdziecie, to co Was interesuje.
Tak jak wspominałem, w dzisiejszych czasach poprzez pojęcie "drifting" rozumiemy najczęściej dyscyplinę polegającą na widowiskowej (to wcale nie oznacza - szybkiej!) jeździe poślizgami. Jednak nie należy zapominać o przepięknym zjawisku, jakim jest drifting na rajdach. Obecnie większość profesjonalnie przygotowanych samochodów posiada napęd na obie osie, bądź na oś przednią (np. Super1600). Gdy kierowcy czteronapędowych aut szukają każdych straconych ułamków sekund, jadą na pewno szybko - ale nie zawsze widowiskowo. Kiedyś w rajdach jeździło więcej aut z napędem na tylną oś - teraz tylnonapędowe rajdowe potwory można spotkać właściwie tylko na imprezach typu KJS (mam tu na myśli Polskie realia). A szkoda - byłoby na co popatrzeć. Moim zdaniem, gdyby na odcinki specjalne rajdów powróciły samochody z napędem na tylną oś, popularność rajdów wśród kibiców znacząco by wzrosła. W celu popularyzacji KJS, Automobilklub Poznański zorganizował w tym roku puchar "RWD Trophy", którym nagradzane są najszybsze załogi jadące autem tylnonapędowym. Na Węgrzech, gdzie motorsport jest rozwinięty dużo lepiej niż u nas, nadal można zobaczyć wiele aut z jedynym słusznym napędem - np. ubóstwiane przez (dosłownie) całe rzesze fanów Lady! Nadsterowność może nie jest szybka, ale z pewnością zwiększa widowiskowość sportu. Moim marzeniem jest pojawienie się oficjalnej klasy aut tylnonapędowych w rajdowych mistrzostwach świata.
|
|
|
|
|
|
| |
|
|